Skip navigation.

Kim są Kolpolterzy?

„Domokrążcy (kolporterzy) — pisał niejaki Marperger — są to zwykle Włosi, Francuzi lub Żydzi, którzy w mieście odwiedzają wszystkie gospody i domy mieszczan, a poza miastem wszystkie osiedla, wsie i zamki, gdzie sprzedają tabakę, grzebienie, proszek do zębów, «plastry piękności» i inne drobnostki". Niektórzy z nich, ci „co chcą być jeszcze czymś więcej", mają wózek zaprzężony w konia i sprzedają tkaniny jedwabne, płócienne, bawełniane, wstążki, rękawiczki, fartuszki, spódnice, pończochy, często też herbatę, kawę, czekoladę. Marperger oskarża ich, że „nie szanują władzy", że „wyciągają gotówkę z kraju", a „do tego jeszcze szpiegują i czasami pod pretekstem takiego kramu szukają okazji do łobuzowania i szkodzenia kramarzom w mieście".
Jednakże mieszkańcy wsi stali po stronie obrotnych handlarzy, którzy zaopatrywali ich we wszelkiego rodzaju towary; toteż wydawane przez państwo zakazy uprawiania handlu wędrownego pozostały bez skutku.
Zwłaszcza w Anglii współcześni wyrażali się z uznaniem o domokrążcach, aczkolwiek flashmenów (nazywanych tak od powiatu Flash, skąd pochodziło wielu wędrownych handlarzy) uważano zarazem za zbójców. Domokrążcę przyjmowano wszędzie gościnnie. W literaturze często spotyka się typ wędrującego handlarza, jego postać zdobi okna kościelne, widnieje na szybach w szynkach i gospodach miejskich. Bywały w świecie kupiec cieszy się wielkim poważaniem wśród ludu i jest zjawiskiem interesującym, wyrastającym ponad przeciętność. Literatura angielska zna domokrążców-mądrali. Zawartość ich kosza oceniana jest na 20 funtów szterlingów. Posiadają koronki, wstążki we wszystkich kolorach tęczy, batyst, nici, płótno itp. Ale opisany przez Wordswortha (w końcu XVIII w.) kupiec wędrowny czuje już, że stosunki w handlu się zmieniły i nie układają się dla niego korzystnie. Pomimo to powstanie wielkiego przemysłu w pewnym sensie nawet sprzyjało rozwojowi handlu obnośnego. Wielu domokrążców przemierzało nowe, gęsto zaludnione ośrodki przemysłowe Lancashire; byli to przede wszystkim Szkoci, którzy sprzedawali robotniczej ludności herbatę i inne towary kolonialne (tee-trade).


Skargi i zażalenia osiadłych kupców na handel obnośny i domokrążców w Niemczech miały ten skutek, że wydano liczne zarządzenia, w których „takie nieporządki zostały wyraźnie zabronione". Domokrążcom grożono ciężkimi karami i konfiskatą towarów, mieszkańców zachęcano do denuncjowania i obiecywano im wysokie wynagrodzenie (1/4—1/2 skonfiskowanego towaru). Na kupującego także nakładano kary. Ale wszystko to było daremne, policja i władze wiejskie patrzyły na domokrążcę przez palce, dawały mu się przekupić, bądź też brały od niego towary po cenie, jaką on sam za nie zapłacił. W innych krajach (później także w Niemczech) chwycono się odmiennych środków; zaprzestano prześladowań, zaczęto natomiast handel wędrowny regulować i częściowo (tylko w odniesieniu do towarów krajowych) ograniczać jego pole działania.
Tak np. w Anglii pomimo wielu skarg na obcych domokrążców, Holendrów, Francuzów, Walonów, handel ich ograniczano tylko w ten sposób, że ustawą z r. 1697 zobowiązano ich do wykupienia patentu za 4 funty. Taką samą sumę trzeba było płacić za każdego konia, osła czy muła, obładowanego tobołami lub zaprzężonego do wózka. Było to oczywiście duże ograniczenie handlu wędrownego, ale wysiłki osiadłych kupców zmierzające do tego, aby władze zakazały handlu domokrążnego, pozostały bezowocne. Pod koniec XVIII w. władze austriackie podkreślały wielkie korzyści, jakie czerpie ludność, zwłaszcza na wsi, z handlu wędrownego, i zaznaczały, że państwu szczególnie zależeć musi na tym, by „producent, jako najważniejsza klasa poddanych... mógł sobie zapewnić szybki i dobry zbyt swej produkcji". Toteż ustawy skierowane przeciw domokrążcom ulegają zmianie i złagodzeniu w tym sensie, że stosować się mają tylko do cudzoziemców, podczas gdy poddanym austriackim zezwolono na swobodną sprzedaż krajowych wyrobów w miastach i na wsi (patent z r. 1787). Uznano więc znaczenie handlu obnośnego dla krajowego przemysłu. Zniesienie dawnych zakazów uzasadniano tym, że przecież sami kupcy sprzedają przy pomocy domokrążców przestarzałe, niemodne towary. Również dla drobnego „manufakturzysty" przedmieścia, który nie był w stanie zgodzić się na dyktowane przez kupców terminy zapłaty, domokrążca był często ratunkiem przed „prawomocnym" kupcem. Wreszcie i państwa niemieckie musiały wstąpić na tę drogę i porzucić politykę uciskania handlu wędrownego. Odtąd zakaz dotyczył jedynie handlu obnośnego uprawianego przez cudzoziemców i obcym towarem, natomiast dozwolony był handel obnośny towarami krajowymi, jeżeli trudnili się nim poddani niemieccy. Musieli oni tylko posiadać odpowiednie patenty. Zwracano uwagę m. in., że handel osiadły przyczynia się do rozpowszechniania handlu obnośnego, gdyż sam nierzadko sprzedaje mało wartościowy towar, żąda zbyt wysokich cen i wyzyskuje klientów używając niewłaściwych miar i wag.